Obudzeni później niż zwykle, wyjątkowo zimnym prysznicem, wyruszyliśmy w dalszą trasę.
Krążąc uliczkami Wielkich Łuków dojechaliśmy w końcu do maleńkiego kościoła, który mieścił się w prywatnym domu. Przeznaczony dla 15 osób, pomieścił całą naszą grupę liczącą powyżej 70 osób wraz z gospodarzami. Nasz ukochany Pan Jan spotkał w tym tłumie swoją krajankę, serdeczną 83-letnią panią.
Natchniony tym spotkaniem opowiedział nam historię swojego życia. Była bardzo wzruszająca zarówno dla Pana Jana, jak i dla nas wszystkich. Opowiadał o swoim życiu w Kazachstanie po tym, jak wraz z rodziną został tam wywieziony. Kiedy wrócił do Polski chciał założyć zespół muzyczny, jednak nie dostał na to pozwolenia. Dopiero Dom Kultury Zacisze umożliwił Mu spełnienie tego marzenia.
Kiedy Pan Jan skończył swoją historię, dotarliśmy do granicy rosyjsko – łotewskiej. Spędziliśmy tam dwie godziny. Choć właściwie według naszych zegarków, to tylko jedną. Nasz autokar jest ukrytym wehikułem czasu i kiedy przejeżdżaliśmy przez granicę wszystkie wskazówki zegarków cofnęły się o godzinę. Po prześwietleniu naszych walizek,